rozprawka zadziornego sługi ze szlachetnym panem

  • jest w nas wszystko, Szlachetny Panie
  • powiadają, Sługo, że zgromadziliśmy wielkie bogactwa pod ziemią, ale nie wiemy,
    jak je stamtąd wydobyć...
  • to raczej problem tego, że zniknęły nam sprzed oczu na tak długi czas, że
    zapomnieliśmy o ich istnieniu, Panie
  • nie przypominam sobie, bym je kiedykolwiek widział
  • nie jest moim celem sprzeciwiać się Twoim Słowom, Panie, ale będąc dziećmi
    mieliśmy skrzydła i umieliśmy latać, każdy z nas
  • nigdy nie wzniosłem się ponad ziemię, Sługo, opowiadasz brednie
  • żyjąc wśród olbrzymów, którzy zasłaniali niebo, zbyt ciężkich, aby bez pomocy
    unieść głowę ponad wysokość ramion, nie dane nam było spróbować, choć nieliczni i
    tak wspinali się na drzewa i bez strachu skakali do wody
  • takie zabawy zawsze mnie dziwiły, zupełnie zbyteczna brawura

     

  • kiedyś pewien mędrzec rzekł, że największą brawurą jest przechodzić życie z
    zamkniętymi oczami
  • ja mam otwarte, Sługo!
  • każdy z nas ma otwarte, Panie, do wewnątrz i patrzy w lustra i widzi wciąż to
    samo;
  • hm, mówisz dzisiaj jak potłuczony, Sługo; a ja chciałbym wiedzieć, gdzie są te
    ukryte bogactwa, których tak wiele rzekomo mamy
  • ponoć do ich odkrycia nie trzeba kilofów, łopat czy mozolnej pracy, Panie
  • zdaje mi się, Sługo, że masz głowę pełną farmazonów, któreś wypatrzył w
    zakurzonych księgach
  • jest w nas wszystko, Szlachetny Panie; i te księgi, i ten kurz, całe zgromadzone przez wieki doświadczenia,
  • w nas niby, Sługo? jakoś tego nie widzę, nie widzę klucza do tych bogactw, a skoro nie widzę, powątpiewam w ich istnienie
  •