twoje kilometry jelit

Są takie piosenki, które nas odnajdują i chodzą za nami, jak zapach znaleziony podczas spaceru. Tyle rzeczy odżywa, starych dobrych znajomych z przeszłości, których spotykamy po latach... Przy okazji pojawia się też myśl opatulona swędzącym szalikiem, że, no wiesz, szkoda. Szkoda...

Dobre piosenki zdecydowanie za szybko się kończą. Ale mają tę zaletę, że można je powtarzać. Można za ich sprawą wrócić do miejsc, które już są przed nami zamknięte. Na przykład tam, gdzie jest łąka i rosną tulipki. Albo tam, gdzie stoi dom z bali, tylko jeszcze nie skończony, jeszcze nawet nie zaczęty, ale z pewnością da się zauważyć, że ktoś próbował go tam postawić, właśnie tam, proszę się dobrze przyjrzeć, ślady w chaszczach wciąż są świeże, mimo miesięcy przetrawionych na bieganiu w kółko.

Fascynujący jest proces poznawania motywów własnych uczynków. Zwłaszcza tych, które przypominają wtargnięcie psychopaty z nożem do przedszkola, po którym pozostają ślady dziecięcej krwi rozmazane po ścianach. I lekkie oszołomienie, jakby po nagłym omdleniu. Takie nagłe zdarzenia zaskakują. Wytrącają z rytmu. Są niby palec Boży przytknięty do czoła z siłą pioruna. Choć im dalej od nich, tym zaskakują mocniej logiką i całym spektrum zaniechań, które wówczas mogły  zastopować pośpieszny proces turlania się gdzieś, gdzie miało się już nie trafić. No właśnie, bo przecież już tam byliśmy. Czy nauka na własnych błędach jest sztuką, której nigdy nie opanuję?

Ale są i inne uczynki, których konsystencja wzbudza naszą naukową ciekawość. Gęste jak sos, jak kremowa zupa. Powoli nabierające smaku. Wrastające w nas stopniowo, krok po kroku, podobne (znowu?) do snów psychopaty, któremu zwidy mieszają się z jawą, z wolna zastępując obraz rzeczywistości. Są jak trucizna, która działa po długim okresie inkubacji. Efekty nie od razu da się zdiagnozować poprawnie. Wpierw zaczyna swędzieć, trochę pali w brzuchu, nim w końcu pozbawi Cię ręki, nogi, serca i tego, co jeszcze ważniejsze. Zatruty człek wypowiada się z  gracją i całkiem sensownie, jego opinie budzą zaufanie, jego głos nie kojarzy się z zagrożeniem, jego zachowanie usypia czujność. Zbyt późno zdajesz sobie sprawę, że uśmiechając się do Ciebie, właśnie rozpoczął operację na otwartym brzuchu i z niezmąconym spokojem wyciąga na wierzch Twoje kilometry jelit. Zapewniam Cię, że formą narkozy będą jego ciepłe słowa i usypiająca ręka na czole. Nim się spostrzeżesz, wybebeszy Cię do cna.